NASZE HISTORIE - LISTY  
do góry

* * *

2005.12.09 - Wybierz rodzinę, której pomożesz

Twój prezent może być jedynym, jaki dziecko otrzyma na święta - piszą pomysłodawcy strony www.rodzinarodzinie.pl. Można znaleźć na niej ponad 450 adresów rodzin, które potrzebują konkretnej pomocy
ALEKSANDRA RZAŻEWSKA

Rozmiar: 53311 bajtów Przed Bożym Narodzeniem warto wesprzeć tych, którzy nie spędzą wiat w beztroskiej atmosferze.

Od dziś aż do 21 grudnia będziemy inspirować czytelników "Gazety", którzy zechcą podzielić się z innymi tym, co mają.

Pierwszym pomysłem jest wizyta na stronie www.rodzinarodzinie.plRozmiar: 9235 bajtów. Można na niej w prosty sposób znaleźć adresy rodzin w potrzebie.

W bazie danych znajduje się na przykład pani Agata Jędrzejowska. Mieszka w budynku komunalnym w Zielonce pod Warszawą z dwójką dzieci. Kuchnia jest wydzielona z pokoju. Ubikacja wspólna dla całego domu znajduje się na podwórzu.

Starsze dziecko pani Agaty, dziewięcioletni Michał, wygląda jak sześciolatek. Trzy lata temu przeszedł poważną operację serca. Teraz czeka na kolejną. Jego przysadka mózgowa nie produkuje hormonu wzrostu. - Mój syn nie rośnie. Powinien brać hormon wzrostu, ale to kosztuje 3 tyś. zł miesięcznie - mówi pani Agata. Od sześciu lat jest bezrobotna. Nie stać jej na taki wydatek.

Musi utrzymać siebie i dzieci za 940 zł miesięcznie. - Nie jestem w stanie zapłacić wszystkich rachunków.

Ale najgorsze jest to, że Michał po operacji powinien przestrzegać specjalnej diety. A ja nie mogę moim dzieciom ugotować codziennie zupy na mięsie - żali się pani Agata. Jej rodzina znalazła się w bazie danych na stronie www.rodzinarodzinie.pl. Bieda jest piętnem

Na pomysł stworzenia takiego miejsca w internecie wpadł Piotr Gryczan z Centrum Projektów Obywatelskich. - W zeszłym roku oglądałem w telewizji program o rodzinie, która była w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Chciałem pomóc, ale nie znałem adresu tych ludzi. Z wysiłkiem, po kilkunastu telefonach m.in. do telewizji, udało mi się ich znaleźć - wspomina.

Dlatego postanowił stworzyć w sieci miejsce, w którym każdy może znaleźć rodzinę potrzebującą wsparcia. Wspólnie z ośrodkami pomocy społecznej, fundacjami, stowarzyszeniami, szkołami ustala, które z rodzin znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji finansowej.

- Musimy najpierw dokładnie sprawdzić, jaki jest dochód na każdego członka rodziny. Wyliczamy go, odejmując od całego dochodu stałe świadczenia i dzieląc pozostałą sumę przez liczbę członków rodziny i liczbę dni w miesiącu - tłumaczy Piotr Gryczan.

Na stronę trafiają wyłącznie adresy i nazwiska osób, które się na to zgodziły.

- Wiem, że w małych miasteczkach bieda szczególnie piętnuje. A nam chodzi o to, żeby ludzie nie chodzili spać głodni - dodaje. Prezenty dla dzieci, praca dla rodziców

Do portalu www.rodzinarodzinie.pl zgłaszają się samotne matki z dziećmi, osoby od wielu lat bezrobotne i rodziny wielodzietne. Wszyscy wypełniają specjalny formularz, w którym określają konkretne potrzeby. Dla jednych są to środki czystości, jedzenie, ubrania, zabawki dla dzieci, dla innych - pomoc w znalezieniu pracy. Jeżeli ktoś zechce pomóc takiej rodzinie, musi najpierw wejść na stronę www.rodzinarodzinie.pl. Następnie w wyszukiwarce znajduje miejscowość, z której będą pochodzić jego podopieczni. Obok ich nazwisk znajduje się lista potrzeb. Wymienione na niej rzeczy można zapakować w pudło i wysłać pocztą albo zawieźć osobiście. Wszystko zależy od tego, czy ofiarodawca chce być anonimowym św. Mikołajem, czy nie.

Pieniędzy się nie wysyła. Ale prezenty urodzinowe dla dzieciaków jak najbardziej.

- Na stronie jest dział "kalendarzyk". - Można w nim sprawdzić daty imienin i urodzin maluchów - tłumaczy pan Piotr.

Tymczasem do drzwi Agaty Jędrzejewskiej zapukał przedwczoraj kurier. Przyniósł jej paczkę od pani Anny z Niemiec.

- Ubrania dla maluchów pasują idealnie.
Zaraz napisałam kartkę świąteczną z podziękowaniami - cieszy się pani Agata.

Wszystkie fundacje i stowarzyszenia, które organizują przedświąteczną pomoc potrzebującym i chcą się z nami podzielić swoimi pomysłami, prosimy o kontakt pod adresem mailowym: swieta@agora.pl

__________________
GAZETA WYBORCZA STOŁECZNA
Piątek 9 grudnia 2005 www.gazeta.pl/warszawa

do góry

* * *

Po co nam samotne wychowywanie?

autor: Rafał Kowalski
2005-09-09, 01:30

Od 1 września 2005 r. przyznaje się i wypłaca nową formę wsparcia - zaliczkę alimentacyjną. To pomoc dla osób w trudnej sytuacji materialnej, które mają problemy w egzekucją alimentów. 1 września to również początek nowego okresu zasiłkowego, w którym wypłacane będą świadczenia rodzinne na zmienionych po raz kolejny zasadach. Instytucje przyznające pomoc, jak również sami świadczeniodawcy nadal mają jednak wątpliwości mimo, że system świadczeń został poprawiony. Zastrzeżenia zgłasza również Rzecznik Praw Obywatelskich. Wszystko z powodu wyróżnienia specjalnej grupy adresatów pomocy - osób samotnie wychowujących.

Kiedy znany był już kształt ustawy z 22 kwietnia 2005 r. o postępowaniu wobec dłużników alimentacyjnych i zaliczce alimentacyjnej (ustawa ta wprowadziła nową formę pomocy - zaliczkę oraz liczne zmiany w systemie świadczeń rodzinnych) zastanawiano się, czy zaproponowane rozwiązania trafią do Trybunału Konstytucyjnego. W maju 2005 r. ogłoszono wyrok TK dotyczący samotnego wychowywania (kształtu pomocy dla osób samotnie wychowujących w okresie od 1 maja 2004 r.). 21 lipca, podpierając się tezami z uzasadnienia orzeczenia sędziów Trybunału, Rzecznik Praw Obywatelskich sformułował swoje wątpliwości dotyczące nowej formy pomocy (zaliczki), kierując zapytanie do Ministra Polityki Społecznej (pisaliśmy o tym w informacji: "Nie zapomnimy o samotnym wychowywaniu"). Był to sygnał, że z pomocą dla osób samotnie wychowujących nadal nie jest dobrze. Jednak przepisy budzą zastrzeżenia nie tylko konstytucjonalistów. O tym, że są równie kontrowersyjne i problematyczne w stosowaniu jak przepisy w poprzedniej wersji, przekonują wątpliwości osób zaangażowanych w obsługę systemu świadczeń, a także pytania i niezadowolenie samych adresatów pomocy.

Absurdy
Definicja samotnego wychowywania, kryteria jakie muszą spełnić samotni rodzice oraz pułapki, które ustawodawca próbuje zastawiać na osoby pozorujące rozkład małżeństwa, czy celowo nielegalizujące związków, rodzą w praktyce liczne absurdy.
Oto przykłady:

Nr 1 - Małżeństwo wychowywało dwójkę dzieci. Rozwiedli się, a sąd zadecydował o podziale obowiązków rodzicielskich: jedno z dzieci wychowywać będzie matka, a drugie ojciec. Nie mają zasądzonych alimentów więc wg ustawy wszyscy są bez prawa do zasiłku rodzinnego. Dlaczego? Czy nie są osobami samotnie wychowującymi dzieci?

Nr 2 - Z pierwszego małżeństwa kobieta ma dwójkę dzieci i zasądzone alimenty, których egzekucja jest bezskuteczna. Kobieta żyje z konkubentem. Nie ma z nim dzieci. Kobiecie należy się zasiłek rodzinny i zaliczka alimentacyjna. Jeśli ta sama kobieta miałaby dziecko z konkubentem, zaliczki alimentacyjnej nie można by przyznać. Czy matce i jej konkubentowi jest trudniej w sytuacji kiedy mają dwójkę czy trójkę dzieci na wychowaniu? Według ustawodawcy i interpretatorów ustawy trudniej jest wychować dwójkę dzieci...

Nr 3 - Rodzice rozwiedli się. Dziećmi opiekuje się matka. Ojciec, mimo skromnych dochodów, regularnie płaci na dzieci i w ten sposób rzetelnie wywiązuje się z opisanego w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym obowiązku alimentacyjnego. Jednak nie są to alimenty zasądzone przez sąd, tylko kwoty przekazywane przez osobę, która sama rozumie i akceptuje swój obowiązek. Ustawodawca nie docenia takich postaw. Z góry zakłada, że każdy taki przypadek to próba oszustwa. Matka nie otrzyma żadnego wsparcia z systemu świadczeń rodzinnych, nawet gdyby jej sytuacja materialna była bardzo zła. zlokalizować, łatwiej do nich dotrzeć, do nich łatwiej mieć żal.

Osoby, które utraciły prawo do dodatku z tytułu samotnego wychowywania lub nie uzyskały uprawnień do zaliczki alimentacyjnej czują i twierdzą, że odebrano im alimenty. Tak nie jest. Dłużnicy alimentacyjni (a więc i uprawnieni), jak byli, tak są. W tej sprawie od dawna nic się nie zmienia. I w tym również tkwi problem. A gdyby pomocy nie było?

Jak wspomniano już wyżej, Fundusz Alimentacyjny wypłacał pomoc, która wyróżniała się na tle innych form wsparcia socjalnego, funkcjonujących w Polsce. Wyższe kryterium dochodowe (wcześniej w ogóle brak tego kryterium), wysokość wsparcia niezależna od sytuacji materialnej adresata, ale od wysokości zasądzonych alimentów, stosunkowo proste procedury. Pomoc społeczna, rozumiana jako wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych, polityka prorodzin na - wsparcie dla rodzin w wychowywaniu dzieci - to powszechnie obowiązujące w państwach demokratycznych standardy. Ponad wszelką wątpliwość aparat państwa powinien również zapewnić skuteczną egzekucję - powodować, aby osoba zobowiązana do alimentacji płaciła na swoje dziecko. Jednak specjalna forma pomocy dla osób, które alimentów nie otrzymują, ponieważ komornicy nie radzą sobie ze ściganiem dłużników, wcale nie jest już tak powszechna. Dlaczego konsekwentnie i rozrzutnie stosowano ją w Polsce? Może w ten sposób próbowano odwrócić uwagę od fatalnego stanu egzekucji? Wyciągać pieniądze z kieszeni podatnika było po prostu łatwiej. Jednak do czasu. Likwidacja w 2004 r. Funduszu Alimentacyjnego wzbudziła głośne protesty. Zaproponowana w to miejsce pomoc była mniejsza, przez co lepiej pasowała do kształtu wsparcia socjalnego w Polsce i do realiów budżetowych. Niestety, przyjęte rozwiązania okazały się niesprawiedliwe, a ich stosowanie w praktyce budziło wiele wątpliwości. Wszystko to powodowało niezadowolenie. Wyrosłe na tej glebie pomysły dotyczące reaktywacji Funduszu zupełnie abstrahowały od sytuacji pomocy socjalnej w kraju. Ich wprowadzenie oznaczałoby stworzenie znaczącej grupy "rockefelerów" wśród adresatów różnych form pomocy. Dlaczego zamiast studzić emocje, odchodzić od nieracjonalnych i kosztownych form wsparcia, dlaczego zamiast racjonalizować systemy pomocy, dodatkowo rozbudzano nadzieję i oczekiwania?

Ustawodawca, chcąc zlikwidować nierówność w traktowaniu obywateli przez przepisy o świadczeniach rodzinnych, którą wytknął mu Rzecznik Praw Obywatelskich, a potwierdził Trybunał Konstytucyjny, postanowił uzupełnić katalog oferowanych form pomocy. Nie zrezygnowano więc z kontrowersyjnej pomocy dla samotnie wychowujących, postanowiono tylko doposażyć przeciwstawianą im grupę (rodziny wielodzietne z art. 71 Konstytucji). Tymczasem całkowita rezygnacja z formuły samotnego wychowywania i specjalnego wsparcia dla rodzin niepełnych pozwoliłaby uniknąć wielu nieporozumień. Jednak odbieranie, raz przyznanych przywilejów jest bardzo trudne. W 2003 r., bojąc się radykalnych rozwiązań i chcąc dać coś zamiast Funduszu Alimentacyjnego, autorzy ustawy o świadczeniach rodzinnych wykreowali samotne wychowywanie i wpadli w pułapkę. Jak na razie nic nie wskazuje na to, żeby ich następcy będą odważniejsi i rozsądniejsi.Chociaż nowelizacje, na przestrzeni zaledwie jednego roku, znacząco przekształciły zasady pomocy, nie wyeliminowały jednak podstawowych problemów. Sygnalizuje to Rzecznik w swoim zapytaniu skierowanym do Ministra Polityki Społecznej. Wciąż będą kłopot z samotnym wychowywaniem. Na kolejna rundę w Trybunale Konstytucyjnym nie powinniśmy czekać zbyt długo. (w materiale wykorzystano opisy problemów w stosowaniu ustawy z 28 listopada i ustawy z 22 kwietnia, pochodzące z forum dyskusyjnego serwisu OPS.pl)

Samotne wychowywanie z ustawy o świadczeniach rodzinnych już raz ocenione zostało przez Trybunał Konstytucyjny. Negatywnie. Czy ponownie trafi po ocenę sędziów? Rzecznik Praw Obywatelskich informuje o napływających do niego skargach na rozwiązania wprowadzone ustawą o postępowaniu wobec dłużników alimentacyjnych oraz zaliczce alimentacyjnej. Rozwiązania te faworyzują osoby samotnie wychowujące i mogą zachęcać do zmiany statusu rodziny (rozwodów). Rzecznik, wskazując na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z maja 2005, ocenia, że po raz drugi popełniono ten sam błąd, wprowadzając przepisy uniemożliwiające skorzystanie z pomocy rodzinom pełnym.

Chodzi o zaliczkę alimentacyjną, która będzie przyznawana od 1 września 2005 r. osobom mającym problemy z egzekucją alimentów. Ustawodawca, ustalając krąg uprawnionych do nowej formy pomocy, odwołał się do pojęcia samotnego wychowywania w rozumieniu ustawy o świadczeniach rodzinnych. Tymczasem zarówno sama definicja samotnego wychowywania, jak i konstrukcja pomocy dla osób samotnie wychowujących, zawarta w ustawie z dn. 28 listopada 2003 r., została negatywnie oceniona przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego (patrz: "Samotne wychowywanie niezgodne Konstytucją"). Przypomina o tym Rzecznik Praw Obywatelskich w informacji skierowanej do Minister Polityki Społecznej, Izabeli Jarugi-Nowackiej, 19 maja 2005 r. Trybunał Konstytucyjny ocenił, że przepisy ustawy o świadczeniach rodzinnych, dotyczące zasad pomocy dla osób samotnie wychowujących dzieci są niezgodne z Konstytucją. Ustawa z dn. 22 kwietnia o postępowaniu wobec dłużników alimentacyjnych oraz zaliczce alimentacyjnej, była próba uniknięcia negatywnych skutków, spodziewanego rozstrzygnięcia Trybunału.

Niestety rozwiązania zawarte w ustawie z 22 kwietnia 2005 r. ponownie preferują osoby "samotnie wychowujące dzieci" przez przyznanie im zaliczki alimentacyjnej, a ponadto przez pozbawienie takiego świadczenia osoby wychowujące dziecko w rodzinie, zachęcają do zmiany statusu prawnego rodziny, co stanowi zagrożenie dla trwałości małżeństwa, a zatem pozostaje w kolizji z art. 18 Konstytucji - stwierdza Andrzej Zoll.


więcej:

wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie osób uprawnionych do otrzymania zaliczki alimentacyjnej patrz też:

wyrok TK z dnia 18 maja 2005 r. dotyczący dodatków dla samotnie wychowujących dzieci (z uzasadnieniem - plik w formacie Word, 100 KB - na stronie internetowej TK)
___________________
o świadczeniach rodzinnych i zaliczce alimentacyjnej piszemy w opracowaniu "Świadczenia rodzinne"

Komentarz

Samotne wychowywanie po raz kolejny znalazło się na celowniku. Dlaczego przy poprawianiu ustawy o świadczeniach rodzinnych nie zdecydowano się na rezygnację ze specjalnej pomocy dla samotnie wychowujących? Z uwag Rzecznika Praw Obywatelskich, potwierdzonych późniejszym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, wynikało, że nie należy różnicować rodzin biorąc pod uwagę to, czy dzieci wychowują małżonkowie, czy też osoby samotne. O wielkości pomocy powinno decydować kryterium dochodowe - czyli ubóstwo rodziny - oraz jej konkretne potrzeby (związane np. z niepełnosprawnością dziecka, czy z kosztami edukacji). Zła sytuacja materialna i określone, konieczne wydatki mogą wystąpić zarówno w rodzinach pełnych jak i niepełnych. Wyróżnienie jednej grupy rodzi kontrowersje. W Konstytucji zapisane jest, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochrona i opieką. Dlatego przepisy skłaniające do delegalizacji związków są niezgodne z ustawą zasadniczą.

do góry

* * *

List 1

Szanowni Państwo zwracam się z uprzejmą prośbą o poradę prawną w sprawie przetrzymywania przez mojego męża naszego dziecka - 2-letniej córeczki. 21 listopada ur. mój mąż wyjął z wózka stojącego na drodze nasze dziecko i zamknął je u swoich rodziców. Ja chciałam zabrać dzieci i wyjechać do W-wy, gdyż cała "tragedia" rozgrywała się w woj. podlaskim. Starsze dziecko zabrał, ale synek tak bardzo płakał i wyrywał się, że wreszcie go puścił. 27 grudnia ur. przyjechałam do W-wy do mamy, żeby móc podjąć jakieś kroki prawne w celu odzyskania córeczki. Gdy wraz z synem, przez te 1,5 miesiąca przebywaliśmy w naszym domu (bez mężą i córki, gdyż mąż przeprowadził sie do swoich rodziców) było mi sukcesywnie uniemożliwiane "widzenie" się z córką. Mogłam ją widywać raz dziennie przez pół godziny. Mąż prawie wcale nie odwiedzał syna, tak jakby o nim zapominając. Po przyjeździe do W-wy złożyłam pozew do sądu w Bielsku Podlaskim o ustalenie miejsca pobytu dzieci przy mnie. 8 lutego br. odbyła się pierwsza sprawa, na której mąż "wyartykułował" chęć zgody, ale na jego warunkach. Oczywiście córeczki nie chce mi oddać, gdyż jak twierdzi trzymając córeczkę nie musi płacić alimentów. Oczywiście widać z tego, że nasze dziecko jest dla niego jedynie kartą przetargową i formą szantażu na mnie. Bardzo Państwa proszę poradźcie mi Państwo co jeszcze mogę w takiej sytuacji zrobić.

Obecnie czekam na wyznaczenie terminu kolejnej sprawy, mąż miał 10 dni na przedstawienie swoich świadków. Ja niestety nie mam zbyt wielu świadków, bo jako "warszawianka" byłam tam obca i nikt nie chce zadzierać z rodziną mego męża, gdyż jako rolnik i to posiadający duże gospodarstwo rolne są w pewien sposób uzależnieni od niego. Boję się, że nic więcej już nie wskuram. Jakiekolwiek próby nawiązania kontaktu z córeczką nie przyniosły żadnego efektu: nie mogę z nią porozmawiać przez telefon, gdyż zawsze jest w innym pokoju lub śpi, mąż nie odpowiada na moje listy, odesłał paczkę, którą wysłałam córeczce na imieniny no i oczywiście zapomniał o tym, że ma także syna, który obecnie przebywa pod moją opieką. Czy taki człowiek może zajmować się małą 2-letnią córeczką? Bardzo proszę pomóżcie mi państwo odzyskać moje dziecko?

Boję się bardzo, że nie zrobię wszystkiego co w mojej mocy aby odzyskać dziecko. Poprosiłam rodzinę o pomoc finansową, oczywiście gdy przyjechałam do W-wy to nie miałam niczego, nawet bielizny osobistej. Z domu męża zabrałam tylko syna i dokumenty. Zostawiłabym wszystko żebym tylko mogła przywieść tu także moją córeczkę. Ale niestety, mąż nie wyraził na to zgody. Od chyba do końca nie wierzył, że ja wreszcie odejdę, że nie będzie już miał swojego "worka treningowego". Bardzo boję się o moją córeczkę. Jak już wspominałam wcześniej rodzina pomogła mi i zatrudniłam adwokata, który jest właśnie "z tamtąd", czyli z Bielska Podlaskiego. Chodziłam w Warszawie od kancelarii do kancelarii, pytałam prosiłam ale nikt - ze względu na odległość, no i niestety koszty - nie chciał się podjąć prowadzenia takiej "błahej" sprawy. Byłam także wstępnie w Centrum Praw Kobiet na ul. Wilczej i rozmawiałam z Panią Prawnik, która właśnie poleciła mi zatrudnienie adwokata z tamtych stron, gdyż byłoby to korzystne dla mnie, bo taki prawnik jest obeznany w strukturze sądu, może ma nawet jakieś koneksje itp. (nie podważam tu oczywiście niezawisłości sądu). Prowadzę także korespondencję z Rzecznikiem Praw Dziecka, który odpisał mi, że nic w mojej sprawie nie może zrobić, gdyż sprawa jest w toku, nie może przecież wpływać na niezawisły Sąd. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja już zaczęłam tę sprawę i chcę ją pomyślnie zakończyć. Ja po prostu chciałabym, żeby ktoś mi podpowiedział, co jeszcze mogłabym zrobić, bo tak jak już pisałam boję się, że coś przeoczę albo niedopatrzę i już nie będę miała szansy odzyskać dziecka. Wczoraj wieczorem, gdy usypiałam syna (3,5 letniego Michała) rozmawialiśmy na temat Agaty i synek mój powiedział, że gdy będzie duży to sam kupi bilet i pojedzie "aftobusiem" i przywiezie Agatkę tu do nas do W-wy, bo przecież Marek (tak mówi o swoim ojcu od momentu całej awantury, nie mówi o nim "tato") dużych dzieci już nie łapie."


Kolejny list i kolejny problem rodzinny. Czy rzeczywiście ojciec ma prawo przetrzymywać dziecko/dzieci bez zgody matki, jeśli ma ona pełne prawa rodzicielskie. Czy ma prawo ograniczać spotkania z dzieckiem do tak krótkiego czasu. Czy w ogóle cała ta sprawa musiała trafić do sądu.

Wiele czynników wpłynęło na zaistniałą sytuację. Nie do nas jednak należy rozstrzygać, kto tak naprawdę zawinił i co sprawiło, że ojciec dziecka postąpił w taki właśnie sposób. Od tego jest niezawisły sąd. Dla przypomnienia jednak, że żyjemy w państwie prawa dołączamy opinię specjalisty, która wyraźnie wskazuje konsekwencje złego postępowania rodziców wobec dzieci.



OPINIA NA TEMAT OPIEKI NAPRZEMIENNEJ NAD DZIEĆMI

    1. System tzw. naprzemiennej opieki sprawowanej nad dziećmi w przypadku rozejścia się rodziców ma za swój podstawowy cel umożliwienie dzieciom swobodnego kontaktowania się z obojgiem rodziców w sytuacji pozbawionej napięć, powiązanych z brakiem porozumienia między nimi, wynikających z istniejących między nimi konfliktów. Jego cel nadrzędny to zatem dobro dziecka i respektowanie prawa do swobodnego przebywania i z matką i z ojcem.

    2. System ten z drugiej strony umożliwia obojgu rodzicom, po rozwodzie, sprawowanie opieki nad dzieckiem, kierowanie jego rozwojem, udzielanie pomocy w sytuacjach tego wymagających, stanowi wsparcie dla podtrzymywania naturalnej więzi z dzieckiem. Zatem służy też dobru obojga rodziców.

    3. Aby opieka naprzemienna spełniła swoje oba cele związane z dobrem dziecka i z dobrem obojga rodziców musi moim zdaniem odpowiadać pewnym warunkom:

      - Wymaga zawarcia kontraktu między rodzicami jasno precyzującego zasady jej sprawowania,

      - Kontrakt ten obowiązuje obie strony, obie też strony powinny mieć prawo odwołania się do trzeciej strony w przypadku, gdy druga strona narusza jakieś elementy umowy (np. utrudnia przejęcie dziecka, nie informując o tym, co się z nim działo w trakcie pobytu u danej strony, nastawia dziecko negatywnie wobec drugiej strony),

      - Opieka ta nie może zaburzać funkcjonowania dziecka w innych niż rodzina środowiskach (może to mieć miejsce, gdy dziecko uczęszcza do przedszkola czy szkoły, a któreś z rodziców nie mieszka blisko szkoły czy przedszkola),

      - Należy kierować się wiekiem dziecka, im jest młodsze tym ważniejsza jest stabilność otoczenia, dając mu niezbędne dla prawidłowego rozwoju poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli opieka dotyczy rodzeństwa, wtedy młodsze dziecko ma oparcie w starszym i jest to sytuacja dla niego korzystna.


    4. Opieka naprzemienna wymaga zatem odpowiedniego stopnia dojrzałości obojga rodziców: dojrzałości społecznej, gotowości do pójścia na kompromis, kultury osobistej. Stawia to wysokie wymagania przed obojgiem rodziców, związane z tym, iż pomimo istniejących między nimi nieporozumień (proces ten zakończył się rozwodem i z punktu widzenia interesów rodziców sytuacja została rozwiązana), jeżeli rzeczywiście mają na uwadze dobro dziecka potrafią dojść do porozumienia między sobą w kwestii wychowywania go. Bez takiego porozumienia dziecko staje się obiektem przetargu i opieka naprzemienna służy realizacji jedynie celów osób dorosłych, a nie dobru dziecka.

    5. W przypadku orzekania o tym, kto powinien sprawować opiekę nad dzieckiem (u kogo dziecko pozostanie po rozwodzie rodziców) bierze się zwykle pod uwagę jakość więzi dziecka z rodzicami. Jest to złudne kryterium. Poza sytuacjami wyjątkowymi, kiedy jedno z rodziców zniszczyło lub osłabiło swą więź z dzieckiem przed i w trakcie orzekania rozwodu dzieci w badaniach psychologicznych najczęściej ujawniają jednakowo silną więź z obojgiem rodziców. Należy wtedy brać pod uwagę to, które z rodziców gwarantuje w większym stopniu bezkonfliktowe umożliwianie dziecku kontaktów z drugim z rodziców, które z nich nie będzie nastawiało dziecka negatywnie wobec drugiego, które potrafi uszanować w większym stopniu prawo dziecka do swobodnego kontaktowania się z drugim z rodziców. Nie zawsze jest to matka, której najczęściej przyznaje się prawo do sprawowanie bezpośredniej opieki nad dzieckiem. Matka, która widzi siebie, jako osobę wygraną, a swego byłego męża jako przegranego będzie miała silną tendencję do utrudniania kontaktów dziecka z ojcem, będzie jej trudno zachować dystans wobec tych kontaktów, może też deprecjonować ojca w oczach dziecka, aby wzmocnić w nim niechęć do kontaktów z nim, a jednocześnie bardziej związać z sobą. Takie jej zachowania będą świadczyły o tym, iż nie bierze pod uwagę dobro dziecka, a jedynie swój własny interes. Ujmując to inaczej, świadczy to o braku dojrzałości społecznej. W takim przypadku orzekanie o opiece naprzemiennej trzeba rozważyć niezwykle ostrożnie i przewidzieć możliwość ingerencji osób trzecich, np. z Komitetu Obrony Praw Dziecka.

Konkluzja:



Prof. dr hab. Anna Brzezińska
Instytut Psychologii Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
Poznań, 20 kwietnia 1994.
do góry

* * *

List 2 - Jedyna prawda o nas...

"Witam.
Chciałabym zapytać Panią o pewien prawny problem jaki zaistniał w moim życiu .A tak naprawdę nie wiem za bardzo kto ,czy jaka organizacja mogłaby mi pomóc prawnie...

Prawie dziewięć lat temu urodziłam w "wolnym" związku syna. Byłam w tym związku do 2000r.Z wieloma przerwami, awanturami itd.....

Tego roku wyszłam za mąż. Moj były partner po naszym rozstaniu nigdy nie spotkał się z synem, nie zadzwonił...Nic. Dodam, że rozstanie miło miejsce ze strony partnera (zresztą jak każde, które miało miejsce przez tych siedem lat chorego związku ). Spotykaliśmy się w sprawach tylko prawnych, alimentacyjnych. Były partner podawał mnie o obniżenie alimentów (sprawę, którą przegrał), a ja o podwyższenie alimentów (sprawa, którą wygrałam). Dodam, ze mój były partner jest osoba majętną. Kilka miesięcy temu złożyłam pozew do sądu o pozbawienie praw rodzicielskich ojca mojego syna .Na pierwszą sprawę wcale się nie zjawił na drugiej był i jak zawsze kłamał, ze niby cztery ostatnie lata dzwoni do mnie a ja ta zła nie daję mu syna.. .Oczywiście ja przy kolejnej sprawie zażądałam bilingów z tych rzekomych rozmów telefonicznych. Uważam , że okazanie takich dowodów leży w interesie byłego partnera... Oczywiście ja i on wiemy iż takowych rozmów nigdy nie było, a on nawet nie wita się ze mną na ulicy....Jedynym tematem jaki był podejmowany przez niego na tej ze sprawie był związany z osobą mego męża i moim podobno przez ostatnie 4-ry lata bujnym życiem osobistym...

Wspomnę tu iż mój mąż jest obywatelem amerykańskim i z pochodzenia jest hindusem . O tym mój były partner ciągle mówił na sprawie...Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie... Poznaliśmy się z mężem prawie 2 lata temu, gdy mąż studiowal systemem amerykańskim medycynę, tu u nas w Polsce. Mąż jest w moim wieku, ma 28 lat. Dwa lata studiów teoretycznych, które to odbywały się w Polsce, skończył tego roku, w terminie. Teraz ma przed sobą dwa lata zajęć praktycznych w szpitalu w Stanach. Męża rodzice są b. dobrze sytuowanymi ludźmi. Tata jest chirurgiem a Mama pracuje jako jubiler. W Stanach wynajęli prawnika, który zajmuje się moimi i syna sprawami wizowymi (emigracyjnymi). Założyłam sprawę ponieważ nie chciałam by ktokolwiek mówił, iż uciekłam z dzieckiem i dlatego tatuś nie mógł mieć kontaktu, poza tym ze względów na problemy związane ze szkołą, szpitalami i wieloma innymi problemami związanymi z synem.. W tym miejscu pragnę dodać, iż syn uwielbia męża. Sam z siebie zwraca się do niego Tato, Tatuś, gdy o nim mówi czy do niego Dad Dade... Jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwi, pierwszy raz w życiu...Bardzo się boję, że mój były partner będzie chciał to zburzyć. Dowiedziałam się ostatnio od znajomego mojej przyjaciółki, iż jego ojciec powiedział mu, iż oni nie dadzą mojemu synowi wyjechać.......

W mieście, w którym mieszkam niestety panują nadal pokomunistyczne, zaściankowe znajomości....Znam bardzo dobrze byłego partnera. Doświadczyłam z jego strony terroru psychicznego jak i fizycznego. Nigdy jednak nie podałam go sądu. Po prostu nie.

Przepraszam, że tak się rozpisuję, lecz staram się naświetlić choć pokrótce sprawę... Ciągle dochodzą mnie różne słuchy.... niepokojące dla mnie i mojego męża...

I tu mam pytanie .Czy ojciec biologiczny mojego syna jest w stanie jakkolwiek utrudnić nam wyjazd do Stanów Zjednoczonych? Czy ma prawo ? Dodam, ze nigdy nie byliśmy małżeństwem, a syn jest uznanym dzieckiem. I syn ma oczywiście uzyskany sądownie bez sprzeciwu z jego strony paszport. Bardzo proszę o pomoc w tej sprawie. Boje się ,że ten mściwy człowiek może jeszcze przysporzyć mojej rodzinie wielu problemów i łez......
Czekam na odpowiedź.
Z poważaniem" M.P.



"Pani Agato. Nie jest w stanie wyobrazić sobie Pani jak wspaniałym przeżyciem było otrzymanie przeze mnie odpowiedzi od Pani. Za co z góry bardzo serdecznie dziękuję .Bardzo podniosła mnie Pani na duchu...Jestem bardzo wdzięczna .Z niecierpliwością czekam na wieści...

Mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła osobiście uściskać Panią i gorąco podziękować.
Pozdrawiam serdecznie." M.P.

________________
do góry

* * *

Takie i inne listy przychodzą od siedmiu lat do Stowarzyszenia Pomocy Samotnym Matkom "Pozwól żyć". Problemy są tak różnorodne jak różnorodne są losy kobiet. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia. Nie trzeba znać się na przepisach prawnych, by móc rozwiązać problem. To życie uczy nas radzić sobie z problemami, to doświadczenie innych ludzi pomaga przejść przez wszelkie trudności. Niestety nie każdy umie lub chce prosić o pomoc, a to duży błąd. Sami sobie nie poradzimy. Znaczna część kobiet godzi się na życie w udręce, poniżeniu, obwinianiu o zło całego świata. Można potraktować ten fakt jako ostateczną klęskę, bądź ujrzeć w nim okazję do wzrostu i rozwoju wewnętrznego. Niektóre z nas dochodzą do wniosku, że życie w pojedynkę odpowiada im najbardziej; w ich domach i sercach króluje niepodzielnie wiara, że są zdolne podołać trudnościom, jakie niesie ze sobą samotne macierzyństwo. Nie zniechęcają się myśląc, że czeka je teraz ponura i żałosna wegetacja. Samotne życie może stać się okazją do otoczenia bezwarunkową miłością wielu osób.

Nie namawiam jednak to takiego sposobu rozwiązywania problemów, bo najbardziej bolesne jest poczucie całkowitej izolacji od wszystkich. Człowiek nie może żyć sam, mimo ogromnej miłości do dzieci. Kiedy jednak słyszę, że "całkowicie poświęciła swoje życie dzieciom" zadaję sobie pytanie czy jej poświęcenie było równoznaczne ze szczęściem osobistym. Dla mnie jest to życie w ciemności. Trzeba zapomnieć o niektórych niemiłych sprawach z przeszłości i zacząć coś od nowa. Nie bójmy się nowych doświadczeń, eksperymentów i ryzyka. Uwierzmy w siebie. Być może wówczas okaże się, że nasze życie może być normalne i szczęśliwe.

Przytoczony tu list i komentarz świadczy o ogromie problemów innych niż tylko finansowe. Dlatego tym artykułem chciałabym rozpocząć lokalną dyskusję nt. "Jak radzić sobie z problemami dnia codziennego, jak znaleźć szczęście w życiu". Zapraszam wszystkich czytelników Informatora Zielonkowskiego do wzięcia udziału w tej dyskusji, która możliwe, że zlikwiduje zniechęcenie, przygnębienie, depresyjny nastrój i poczucie braku oparcia w innych ludziach.
Czekam i pozdrawiam.

Agata Jędrzejewska

do góry

* * *